Pewien wstęp.
Pieprzenie o tzw. handlu emisjami substancji, które ani się na przykład – nie odkładają (dwutlenek dobry dla korzeni roślin!!), — ani też nie zalegają w atm. na tyle, żeby były jakoś specjalnie istotne.
Ekologiści ODWRACAJĄ całą w zasadzie fotolizę (a raczej, TRANS-ponują równanie chemiczne) - unijni podkreślają/uwypuklają KORUPCYJNIE bardziej jakieś freony, chlor, aniżeli ODSŁONECZNY proces rozkładu (sam UV rozkłada zwykły tlen na tlen atomowy, rozuŚMIECIE brązumki?)
To zwykłe Słońce za pomocą promieni UV, czy ogólniej – widma światła białego – przeprowadza, jest CZYNNIKIEM POWSTANIA REAKCJI rozkładu tlenu (a nie: ozonu). Ozonu i tak ZAWSZE było tylko ileś ppm (parts per milion – części na milion), zarówno przed i jak i po wymyśleniu całego unijnego oszustwa – WARSTWA ZAWSZE BYŁA MAŁOOZONOWA I TO JEST NORMALNE.Jakby takiego zapytać wprost, adymaniestratorzy unijni mogliby co najwyżej skrzeczeć że bilion co innego oznacza w krajach anglosaskich – jeśliby sprytne dupki wymyśliły że zmieniamy jednostki.
Prawie tak samo robi NASA, żeby przemysł kopernikański się kręcił – wbrew niskiemu zakresowi współczynnika Ciddor w poszczególnych warstwach atmosfery Ziemi.
I jeszcze jedno: odtajniony dokument pewnej komisji w USA pokazał, kto tak naprawdę czyni te emisje, WYDALINY wręcz — do troposfery ziemskiej.
Tylko te amerykańskie dupki za dużo mają emocji, żeby dowiedzieć się, co naprawdę jest istotne... .
