Jak się okazuje, również protestanci (baptyści itp.) – większa pasja do szukania kolejnych antychrystów, aniżeli zrozumienia Pisma.
Wynika może z lenistwa — gdyż jeden werset „trze” o drugi, i trzeba pewnej praktyki by interpretację szlifować (a raczej: nie tyle interpretację, co przepływ Ruach!!!).
Cudowność bez naukowości — przecież już kompy uczą, że SYSTEM jest instrukcyjno-modularny. A system, to nie sam PRZECIEŻŻE tekst, to składnia, funkcje i operandy, sposób jego użycia (pragmatyka). To związki wynikania lingwistyczne (→rola tzw. NLP/Babelu!!!!), gramatyczne, symboliczne, logiczne...
•Statystyczne, czasowe (przejaskrawianie czasowości 2000 lat temu jeśli kultura i cywilizacja jest inna... nie tylko nominalnie...). Czyli inaczej, że...
...2000 lat temu komputerów nie było — więc kultura ludzka także była inna.
Racjonalizm greko-rzymskiego tła był znacznie bardziej społeczny, aniżeli naukowo-techniczny. Zatem księgi Salomona, jako naukowca-przyrodnika winny być odczytywane w nowym Duchu. Dzisiaj mamy społeczeństwo techniczne – bądź co bądź.
Tło religijne Żydów jest bazą składową STAŁĄ, nie do uniknięcia – UWAGA - nawet jeśli zgorszenie jest nieuniknione.
Zgorszenia wynikać mogą z nadmiernej prostoty interpretującego adepta biblistyki. Od Lutra, po mariologiczne – TEN SAM. Żydzi są BARDZIEJ NAUKOWI, choćby trochę, ale – ta mała odrobina przeważa moim zdaniem na korzyść potencjału zrozumienia.
Prosty rachunek.
A ten potencjał to nieoceniona podstawa do rozważań — pomimo grzechów izraelskich.
Otóż Żydzi znają tajemnicę Bóstwa wręcz genetycznie – rozumieją pewne szczegóły Trójcy intuicyjnie (tylko o tym nie wiedzą).
O te szczegóły idzie cała kłótnia. Wisdom i Prov. przecież:
•nadają status osobowy Ruach HaKodesh,
•jasno stwierdzają (ale: znowuż SYSTEMOWO) iż Duch Święty jest Matką Mądrości (a nie Maryjka!!!!)
•podważają status jakoby Ruach to „tylko wiatr”, albo jakoby „igranie” przy akcie stwórczym było samym tylko towarzyszeniem i gromadzeniem sprawozdawczej wiedzy – jakąś... zabawą tak samo,
•kompleksowo próbują definiować Ducha, na tyle na ile to oczywiście możliwe.
Nie tylko woda żywa... lecz cała Mądrość: i naukowa, i filozoficzna, i teologiczna...
Szczególnie jasne to jest, kiedy przegląda się Konkordancję. Konkordancja to większa baza zrozumienia, aniżeli przypisy i tomy komentarzy „mądrych” pod(/przy) Świętym Tekstem.
Nie ma teofanii bez tego. Struktura Wiary zależy od struktury języka naturalnego — to właśnie dlatego języki zostały pomieszane kiedyś. Trochę jak tzw. kwantechizm we fizyce — to elementy zupełnie podstawowe dla Wiary.
Rola Konkordancji Stronga: „suma kontrolna” Świętej Wiary.
Tymczasem katolicy znowu uczynili sobie replacement: zastąpili Konkordancję, słowniczek języka Hebrajskiego — summą teologiczną jakiegoś wątłej klasy duchownego. Te wszystkie łacińskie in, deo... taki deodorant (dezodorant) zmieniający szatę Wiary w marną szatnię u szatana... . Zmiana językowa powoduje zmianę „zapachu” – ukrytego między słowami jak aspekt semantyczny, uczuciowy, wolicjonalny. A przecież tak jak skarb... Wiarę trzeba odkopywać, odkrywać – Konkordancja to właśnie takie wykopalisko Wiary.
Konkordancja to takie wykopalisko Wiary. Przypowieść o skarbie.
Pozornie stara i mało istotna — okazuje się skarbcem, z którego wydobywa się i stare, i nowe. Z jednej strony, upraszcza leksykalność przekazu – a z drugiej, wzmacnia każde pojedyncze słowo ze słownika. Zresztą języki Bliskiego Wschodu znacznie bardziej nadają się do muzyki i śpiewu, aniżeli pustość anglistyki czy rosyjska naduczuciowość słowiańskich melodii.
To właśnie dlatego podzielono języki. „Rozbabelony” język wprowadza dwuznaczności (np. prefix „de”).
Języki współczesne są po prostu zbyt rozdrobnione w niuanse i wieloznaczne, aby przy ich pomocy zajmować się duchowością.
Powracając do analogii ze skamielinami – tutaj rzeczy duże, a raczej – te zasadnicze, mają znaczenie. Sęk tkwi w tym, że ortodoksja ma swój wymiar lingwistyczny. „De”–klaracja nie jest wyklarowaniem w istocie, skoro WAJ+klaracja powinna nią być. Waj=vi=wi – czyli Hebrajska koniunkcja.